19 lip 2015

Żegnaj Misia..

To był dziwny dzień, dlatego ten wpis też będzie inny, niż poprzednie. Wszystko zaczęło się w sobotę, kiedy spotkaliśmy na swojej drodze gołębia - a jak się okazało później - samicę. Siedziała przygnębiona, sama pośród betonowej mozaiki Wrocławia. Śmiesznie wyglądało to, że wybrała sobie takie, a nie inne miejsce. Przycupnęła tuż przy metalowym słupku stylizowanym na loda. Może w całym skwarze dnia liczyła, że zdoła się ochłodzić?


Okazało się, że nie lata. Niechybnie w takiej sytuacji wiele ptaków prędzej czy później ginie pod kołami samochodów albo pod szponami nocnych drapieżników. Oczywiście znam wielu ludzi, którzy powiedzieliby, że to tylko gołąb, machnęli ręką i poszli w długą. Jestem młodym człowiekiem, ale przekonałem się, że nawet gołębie, pozornie takie same, są na wskroś bardzo różne. Mają swoje maniery, nawyki, ulubione smaki. Najważniejsze jednak w tym wszystkim jest to, że każde życie jest cenne.


Nie było innej rady. Gołębicę przygarnęliśmy. Mamy doświadczenie - niegdyś nie tylko pomagałem ojcu w hodowli gołębi, a także ich lotowaniu. Wychowałem wiele piskląt, które szczęśliwie powróciły do środowiska. Właśnie dlatego wiem, że do czasu kiedy odzyskałaby sprawność lotu miałaby wzorowe warunki rekonwalescencji. W przypadku, kiedy okazało się, że nigdy już nie poleci też nie zostałaby wyrzucona na bruk.


Zanim udało się ją pochwycić, postanowiła na własną rękę przeprawić się przez ulicę. Widzieliśmy desperacką próbę lotu, autobus, a później... masę pierza na ulicy. Byliśmy w szoku. Najgorsze, że reszty ludzi to nie obeszło w zasadzie wcale. My nie mogliśmy długo zasnąć tej nocy, być może z tego powodu.

Samiczka przeżyła - wylądowała nieopodal. Do teraz nie wiem jakim cudem, jedyne co straciła to pióra w kuprze. Oszukała przeznaczenie.


Kiedy w końcu trafiła do mieszkania, wygodnego, wyłożonego pudła - bardzo szybko zaczęła jeść i pić. Było widać, że stara się odpoczywać po naprawdę traumatycznych przeżyciach. Tak się składało, że mieliśmy Nosacza, samca, który od dawna czeka na partnerkę, tak więc ostatecznie chcieliśmy ją przetransportować wprost do niego - do miasta nieopodal.


Niestety nie udało się. W najgorszym możliwym miejscu, pomiędzy torami tramwajowymi, a ruchliwą jezdnią wydostała się z pakunku, w którym miała podróżować i przysiadła na torach. Próbowaliśmy ją łapać, ratować, ale to była niebezpieczna gra - z jednego zagrożenia uciekała w kolejne. I tak bez końca. Uniknęła jednego, drugiego, trzeciego tramwaju. Mogła pewnie tak długo, ale w końcu, doszło do najgorszego.

Dlatego właśnie ten dzień jest taki dziwny. Jeszcze parę godzin temu mówiliśmy do niej, a teraz patrzę na jej zdjęcia i nie możemy się otrząsnąć. Bo przecież to tylko gołąb.

2 komentarze:

  1. Ludzka znieczulica ot co. Kotami, psami i świniami sie nikt nie przejmuje to czemu gołebiem mieliby ?
    Moim sąsiedzi nie mają skrupułów nawet, żeby gołębie pisklęta za balkon wyrzucić z piatego pętra...
    Fajnie, ze gołębice próbowaliście uratować, szkoda, ze "pakunek" dał się otworzyć :/

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, można by było się w tej sytuacji obrzucać i wyznaczać sobie winę, ale to chyba nie ma sensu. Teoretycznie wszystkim zdarzeniom można by zapobiec, ale jednak do nich dochodzi. Strata jest odczuwalna do dzisiaj, ale też ten przypadek dostarczył pewnej ważnej lekcji, której nie zlekceważymy. Zaopiekujemy się tym co mamy, bo mamy dwójkę wspaniałych rezydentów, z czego jeden w tragicznym stanie trafił do nas w 2012 roku, a dzisiaj ma się świetnie. Wkrótce zostanie dopuszczony do pierwszych godów, więc poza niepowetowaną stratą, będzie też miejsce na życie. Razem z ptasią bracią - pozdrawiam i dziękuję za wpis.

    OdpowiedzUsuń